Skwer Dobrego Maharadży na warszawskiej Ochocie to nie tylko pas zieleni między jezdniami ulicy Opaczewskiej. To pamiątka po historii, która wydarzyła się naprawdę: o indyjskim władcy, który podczas II wojny światowej zorganizował schronienie dla polskich dzieci ewakuowanych z ZSRR. Tym „Dobrym Maharadżą” był Digvijaysinhji Ranjitsinhji Jadeja, Jam Sahib, władca księstwa Nawanagaru (wówczas w Indiach Brytyjskich, dziś okolice Jamnagaru w stanie Gujarat).
Gdzie jest Skwer Dobrego Maharadży?
Skwer znajduje się na Ochocie, w szerokim pasie zieleni rozdzielającym dwie jezdnie ul. Opaczewskiej, na odcinku mniej więcej od rejonu Grójeckiej w stronę Szczęśliwickiej. To teren ok. 3 ha, z dojrzałym drzewostanem, wpisany w gęstą zabudowę dzielnicy.
Ważnym punktem skweru jest pomnik (obelisk) z czerwonego marmuru, zwieńczony stylizowanym kwiatem lotosu. Autorem projektu jest Marek Moderau. Autor miedzy innymi pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach Warszawskich
Skwer Dobrego Maharadży – skąd ta nazwa?
Nazwa upamiętnia Digvijaysinhjiego, który w polskiej pamięci funkcjonuje jako „Dobry Maharadża” (tak nazywali go jego podopieczni). W Warszawie nazwę skweru nadano uchwałą Rady m.st. Warszawy z 31 maja 2012 r.
To ważna data, bo pokazuje, że historia z lat 40. nie została tylko w albumach i wspomnieniach. Została „wpisana” w mapę miasta.
Dobry maharadża historia: skąd wzięły się polskie dzieci w Indiach?
Żeby zrozumieć sens tego miejsca, trzeba cofnąć się do dramatycznego szlaku polskich cywilów w czasie wojny.
Po 1939 roku i późniejszych deportacjach w głąb ZSRR wielu Polaków, w tym dzieci, znalazło się w skrajnie trudnych warunkach. Po układzie Sikorski–Majski i formowaniu Armii Andersa część polskich uchodźców ewakuowano z ZSRR na Bliski Wschód (m.in. do Iranu). Wśród ewakuowanych były tysiące dzieci, często osieroconych lub rozdzielonych z rodzinami.
W Iranie polskie instytucje pomocowe i organizacje humanitarne starały się znaleźć dla nich bezpieczne miejsce. I tu pojawia się postać indyjskiego władcy, który nie potraktował tej sprawy „urzędowo”, tylko… po ludzku.
Księstwo Nawanagaru i Digvijaysinhji Ranjitsinhji Jadeja
Księstwo Nawanagaru było jednym z księstw książęcych w Indiach. Digvijaysinhji (Jam Sahib) rządził tam w okresie przed uzyskaniem przez Indie niepodległości.
W 1942 roku władca zdecydował o utworzeniu obozu-osiedla dla polskich dzieci w Balachadi (niedaleko Jamnagaru). Dzieci trafiały tam partiami, a pierwsza grupa dotarła 15 lipca 1942 r.; pod koniec 1942 roku było ich ok. 650.
To nie był „obóz” w sensie więziennym. Z opisu źródeł wynika, że było to zorganizowane osiedle, w którym zapewniono:
dach nad głową,
wyżywienie i ubrania,
opiekę medyczną,
edukację.
Według podawanych danych maharadża pomógł łącznie około tysiącowi polskich dzieci (w różnych okresach i grupach), a jego zaangażowanie stało się symbolem szerszej pomocy, jakiej Polacy doświadczyli w Indiach.
Szczególnie mocno zapamiętano jego słowa kierowane do dzieci, w których przedstawiał się jako „Bapu” (ojciec) i próbował odebrać im najcięższy stempel wojny: poczucie, że są same. Te słowa przywoływane są także na warszawskim pomniku.
Balachadi: ile trwała ta historia?
Osiedle w Balachadi działało przez lata wojny, a w relacjach i opracowaniach pojawia się, że funkcjonowało do 1946 roku.
To istotne: mówimy nie o krótkiej akcji, ale o kilkuletnim systemie opieki, dzięki któremu dzieci mogły wrócić do nauki i normalniejszych rytmów życia.
Warszawa pamięta: pomnik na skwerze
Upamiętnienie na Ochocie ma formę marmurowego obelisku z napisami w kilku językach (w tym po polsku i po hindi) oraz symbolem lotosu na szczycie.
Uroczyste odsłonięcie pomnika odbyło się 31 października 2014 r. przy skrzyżowaniu Opaczewskiej i Białobrzeskiej.
Dlaczego ta opowieść jest ważna dzisiaj?
Bo pokazuje rzecz rzadką jak biały kruk w miejskim zgiełku: że pamięć o wojnie nie musi być wyłącznie katalogiem cierpienia. Może być też mapą wdzięczności.
Skwer Dobrego Maharadży przypomina o jednym człowieku, ale tak naprawdę opowiada o mostach między krajami, które w latach 40. wcale nie musiały powstać, a jednak powstały.